Nie będę rzucać podniosłych tekstów, że nie mogę żyć bez muzyki ani, że od zawsze była ważną częścią mego życia. Mogę żyć bez muzyki, nawet nie mam odtwarzacza ani jednego utworu na telefonie. I nie była ważna od zawsze, bo tak naprawdę dopiero jakiś czas temu* zaczęła. Przejście płynne, bez ckliwych historyjek. Ale gdy już zaczęła mnie poruszać do głębi a nie stanowić przyjemną rozrywkę to potrafiła rozrywać na strzępy. Dziś, gdy dany utwór mi się z kimś lub czymś- wspomnieniem czy sytuacją, kojarzy to (..)
*pomijając wyjątki, to dopiero kilka lat
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz