Przeprowadzka, wreszcie przeprowadzka. Zbyt długo z nią zwlekałam, zdecydowanie. Okolica jest niebywale urokliwa. To ta Szkocja, którą widzi się z lotu ptaka - rozległe łąki, niewielkie laski, boiska, pola golfowe i kamienice, bliźniaczo do siebie podobne. To ta Szkocja, to to Glasgow, które widziałam chwil kilka przed lądowaniem. Pamiętam jak bardzo zszokował mnie szkocki akcent - miałam przez kilka dni wrażenie, że pomyliłam, niczym Kevin, samoloty i wylądowałam w Berlinie. Wysiadając, po pierwszym w życiu locie, na drżących jeszcze nogach.. oczywiście padało, a ja, jak to ja byłam w sukience i butach na koturnie, z narzuconą kurtką z podbitym 'misiem' kapturem. Wzbudziłam sensację na lotnisku, zwłaszcza, że miałam na nosie okulary przeciwsłoneczne. Podejrzewam, że wzięli mnie za gwiazdę filmową.
Co się najbardziej zmieniło przez ten ponad rok? Ja. Uspokoiłam się. Wreszcie mogłam zacząć proces samouleczenia, pracy nad sobą, intensywniejszej niż dotychczas. Poczyniłam ogromny proces i choć przede mną jeszcze wiele pracy widzę i czuję efekty. Uniezależniłam się - sama na siebie zarabiam, już w pełni (..)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz